Wywiad [wywiad] Źródło: Playboy Autor: Data: 2006-01-01
Jak twierdzi, nie jest ekscentryczna, tylko dziwna. Nie powinno więc zaskakiwać, że kocha się w piłce nożnej i wędkowaniu. Marzy o wycieczce na "żyletę" i po cichu wzdycha do Macieja Szczęsnego. Nie lubi feng shui, bo nie chce mieszkać w garażu. Odmówiłaby erotycznej sesji dla PLAYBOYA, ale z chęcią zobaczyŹłaby na golaska kucharkę Nigellę. Kasia Nosowska opowiada nam o zalotach Muńka, atrakcyjności GierŹtycha i talentach Kazi Szczuki. Będzie też o złotych ruskich zegarkach i o bęckach pod Sejmem.
PLAYBOY: Mamy nadzieję, że podaliśmy dłonie jak trzeba. Bo "flaków" ani "śledzi" nie znosisz.
NOSOWSKA: A ja myślałam, że to naturalne! (śmiech). Rzeczywiście kiedy ktoś podaje mi mdlejącą dłoń, czuję się, delikatnie mówiąc, zniesmaczona. Jest w tym geście coś, co pozwala przypuszczać, że kontakt będzie w równym stopniu wątły i niemiły.
A propos śledzia. Co ostatnio złowiłaś?
W zeszłym roku niestety ani razu nie zarzuciłam wędki. Ale dwa lata temu złapaŹłam wielką krasnopióre.
Na co?
Na spławik. Normalnie spinninguję, ale brak jakichkolwiek efektów spowodował moją rozpacz. Byłam o krok od podjęcia decyzji, że już nigdy nie będę łowić. Wtedy narzeczony namówił mnie na spławik. Ta krasnopióra zaŹpłodniła mnie nadzieją na tyle, że przez następne dwa lara mogę łowić bezproduktywnie, a i tak będzie mi to sprawiało wielką przyjemność.
A węgorza kiedyś złowiłaś?
Nie. Węgorz jest ohydny. Odkąd się dowiedziałam, że to ryby padlinożerne, trzymam się od nich z daleka. Myślałam, że tylko dziwnie wyglądają, a one przez oko wyżerają na przykład wrzucony do rzeki łeb barana. Bleee.
Masz wodery i specjalny kapelusik z haczykami naokoło?
Nie, ale mam specjalistyczną skrzyŹneczkę, którą dostałam na urodziny od kolegi z zespołu. Specjalnie z niej nie korzystam, a gumeczki, które są w środku, wolę miętolić i wąchać niż ich używać. Poza tym mam dwie wędki.
A nie brzydzisz się robaków?
Przynętę musi mi ktoś założyć, bo sama nic jestem w stanie. Chyba, że jest to kukuŹrydza. Robaka próbowałam założyć, gdyż jestem bardzo ambitna, niestety w dość charakterystyczŹny sposób sztywnieje w chwili zetknięcia się z haczykiem, co wywołuje u mnie silny wstręt.
Kolejna męska rzecz, w twoim życiu to piłka nożna. Jaki był wynik ostatniego meczu Legii?
Oj, niestety zarzuciłam ostatnio piłkę. Sercem jestem jednak nadal przy drużynie i twierdzę, że to prawdziwa miłość. Bardzo dawno nie byłam na stadionie, nie miałam czasu. Żałuję, bo nie przepadam za oglądaniem meczów w teleŹwizji. Myślę, że kobiety nie lubią piłki, bo traktuje ją jako konkurencję dla serialu. Po prostu nie chcą się dzielić sprzętem audiowizualnym. Mecz na stadionie to co innego. Można się zakochać.
Dlaczego kibicujesz akurat Legii?
Tak się złożyło. Komu miałam kibicować? Ze Szczecina jestem (śmiech). Tylko ta warszawska drużyna pozostaje w dobrym kontakcie z Pogonią.
Chodzisz na "żyletę" (sektor dla najbardziej radykalnych kibiców na stadionie Legii Warszawa przyp. red.) czy na krytą?
Marzę o "żylecie"! Ale nikt ze mną nie chce iść. Pamiętam mecz, w trakcie, którego zarządzono minutę ciszy, bo zmarł wieloletni byŹwalec "żylety". Pomyślałam wtedy, że wolę, żeby moją pamięć uczczono na stadionie niż żeby pojawiła się wzmianka o mnie w Teleexpressie. Muszę jednak dodać, że moje kibicowanie jest delikatne i kobiece, pozbawione cienia agresji i chamstwa, które potępiam u pseudokibiców.
A pomysł oddania twoich prochów w konkursie radiowym już nie jest aktualny? Eee, tam. Kto by chciał? Mam nadzieję, że nikt.
Może by to jakoś połączyć z minutą ciszy na stadionie
i rozsypać prochy na murawie! Na to już by mi się bardziej podobało (śmiech).
Kto jest przystojniejszy: Wdowczyk czy Janas?
Zdecydowanie Janas. Chociaż to nie jest do końca mój typ.
A jaki jest twój typ?
Szczęsny. I nigdy się to nie zmieni. Piłkarze poza nim nic robią na mnie wrażenia
Dlaczego przeniosłaś się z Ochoty na Gocław?
Bo ulegliśmy modzie na kupowaŹnie rzeczy, na które nas nie stać. W ten sposób mamy mieszkanie na kredyt (śmiech). OczywiŹście wolałabym mieszkać w pięknym, wypasionym 120-metrowym mieszkaniu na Ochocie, ale aż tak dużego kredytu byśmy nic dostali, więc mieszkamy w 120-metrowym na Gocławiu.
Jak muzycy biorą kredyt?
Idzie się do banku po prośbie. To kwestia tego czy pani lubi HEYa, czy nie (śmiech).
Podoba ci się po tej stronie Wisły?
Pewnie. Nie jest tu niebezpieczŹniej niż gdziekolwiek indziej w Warszawie. Jeśli masz pisane starcie z kimś nieprzyjemnym, to może mieć ono miejsce nawet pod Sejmem.
Czy twoje mieszkanie jest urządzone zgodnie z zasadami feng shui?
Wręcz przeciwnie. Dodatkowo mam lustro naprzeciwko drzwi wejściowych. Podobno to największy błąd. Teraz już wiem. dlaczego ocieram się o tak wielką liczbę małych nieszczęść. To wina tego lustra. Dużo Polaków wiesza lustra naprzeciw drzwi i pewnie dlatego to naród głęboko nieszczęśliwy (śmiech).
Kiedyś miałaś hopla na punkcie feng shui
Urządziłam tak swoja, kartonowa posiadłość, czyli kanadyjczyka na wsi. Byłam przekonana, że jeżeli nie ustawię mebli w jakąś sensowną całość, moje życie się rozpadnie. PrzyŹszła do mnie jedna pani, wzięła parę ładnych stóŹwek i stwierdziła, że wszyscy domownicy żyją w dobrych sektorach, aleja swój sektor mam w garażu (śmiech).
Zgodziłabyś się na sesję w PLAYBOYU?
Na nagusa? No, gdzie no? Trzeba by zmienić profil pisma na "fotki z życia wzięte". Obleśne i słabe zdjęcia, i tacy sami modele. Nie można wymagać od czytelnika aż takiej toleranŹcji. Tak naprawdę, zanim podejmę jakaś decyzję, muszę znaleźć odpowiedź na proste pytanie "po co?". W tym przypadku pytanie rozbrzmiewa echem, a odpowiedź nic przybywa. Ale nie mam nic przeciwko PLAYBOYOWI. Uważam, że jest rzetelny, elegancki i ładny. Bardzo mi miło.
Nam też miło. Ale gdybyś się dla nas rozebrała, najbardziej zadowolony byłby Muniek Staszczyk, który stwierdził, że go kręcisz, masz bardzo ładna twarz i w ogóle.
Ale Muniek to specyficzny typ.
Robił jakieś podjazdy?
Kiedyś na uszko powiedział mi, że fajnie by było, gdybym spinała włosy w kucyk. Jeśli to był podjazd, to bardzo Muńkowy. Są tacy specyficzni mężczyźni, którzy uważają, że jestem ładna. I nie są to fani. Ci bywają, okrutni. Ostatnio weszłam na forum naszego zespołu i przeczytaŹłam, że wyglądam starzej niż własna babcia Poryczałam się. Mam 34 lata, syna, prowadzę dom, świetnie gotuję i nagle ktoś pisze o mnie coś tak głupiego? Nigdy nie starałam się funkcjonować jako tzw. laska. Totalnie się załamałam.
Którą Polkę z chęcią obejrzałabyś na naszej rozkładówce? Pewnie tak jak połowa naszych rozmówców - Kożuchowską?
Generalnie wolę poznać osobę niż zobaczyć jej cycki. Ale z chęcią zobaczyłabym aktorkę Kasię Herman. Dla mnie jest przepiękna. Gosia? Nie mój typ.
Kobietom nie ufasz, jesteś nimi zaŹżenowana i czasem ci wstyd, że przynależysz do tej płci. To twoje słowa Wolisz mężczyzn?
Raczej nie. Nawiązanie pełnego kontaktu z facetem jest za trudne. Nie wiem, czy starczy na to żyda. Szkoda chyba czasu, bo jesteŹśmy totalnie różni. Możemy tylko próbować. KoŹbiety są dziwne. Z jednej strony uważam, że to fajne, że jesteśmy takie pokomplikowane, babraŹmy się w niuansach i wczytujemy w podteksty, badamy piętnaste dno. Z drugiej strony to przeszkadza. Nic nie jest po prostu i za dużo w tym nikomu niepotrzebnych gierek. Kobiety są fajne, jak są same. Ale gdy w nawet najfajniejszym groŹnie pojawi się jeden kuternóżka - facet choćby totalne nieporozumienie - od razu robi się proŹblem. Nie wiem, skąd bierze się ta nieprawdopoŹdobnie niezrozumiała dla mnie potrzeba walki o samca w każdych okolicznościach. Faceci poŹtrafią się sfokusować gdy gadają o piłce czy poliŹtyce, skupiają się pracz moment tylko na tym. U kobiet, gdy pojawia się obok jakiś mężczyzna, zaczyna się zerkanie na bok - rozproszony wzrok i dezorientacja. Wkurza mnie to.
Feministki tak nie robią.
Nie lubię skrajności. Nic lubię lata w pełni ani mroźnej zimy. Prawdopodobnie moja wiedza na temat feminizmu jest dość poŹwierzchowna, ale mam wrażenie, że miejscami ciut za dużo tu egzaltacji, która mnie przeraża.
Przeraża cię Kazimiera Szczuka?
Nie, uważam, że jest szalenie błysŹkotliwa. Lubię jej słuchać. Myślę, że należy do grona feministek, które zajmują się kwestiami najistotniejszymi, operują poważnymi argumenŹtami. Bardziej chodziło mi o stereotypowy obraz feministki będącej agresywnym, walczącym z własną kobiecością typem, nie mającym pojęcia o historii i celach ruchu, a także o kobiety, dla których feminizm ogranicza się do odmówienia chłopu obiadu. Ja kocham gotować
A pić?
Jak byłam młoda, nie wypadało mi przyznać się, że nie lubię piwa. Więc piłam, ale nigdy mi nie smakowało. Dziś przyznaję z odwagą - nie lubię piwa i proszę mnie na piwko nie zapraszać.
Za co cenisz Dodę?
Cenię Lecha Janerkę, a Doda mi nie przeszkadza. Jest ładna w naturalny sposób i niepotrzebnie zamydla tę urodę. Niby ma głos, ale nie kręci mnie jego barwa, niby jest inteligentŹna, ale ja tego nie widzę lub ten rodzaj inteligenŹcji mi nie pasuje. Ale nie mam nic przeciwko niej.
A co myślisz o Mandarynie?
Też jest ładna, też mi nie przeszkaŹdza, a nawet czasem jest mi jej szkoda. Obydwie są atrakcyjne w typowy sposób, ja wolę inne typy urody. Mandaryna wie, że nie jest wytrawną woŹkalistką. Ma jakiś zalążek głosu, który wystarcza do studyjnej obróbki i dzięki temu powstaje gotoŹwy produkt - hit muzyki dance. A na żywo mało kto potrafi dobrze wypaść Nie takim artystkom zdarzało się na koncercie pozostawać w przykrej opozycji do właściwego dźwięku.
No tak, ale i Mandaryna, i ty jesteście wokalistkami. Nie irytuje cię to?
Jeżeli przyjąć, że prawo do funkŹcjonowania w show-biznesie ma ktoś, kto sprzeŹdaje dużo płyt wychodzi na to, że ona ma więkŹsze prawa niż ja. Koniec kropka.
Czy występuje w Polsce zjawisko męskich groupies?
Ja ich nie mam, ale koleżanki opoŹwiadały, że tacy są (śmiech). Anja Orthodox mówiŹła, że podczas koncertów wyławiała sobie czasem takiego, który się jej podobał. Osobiście nigdy
tego nie doświadczyłam. Jestem raczej Naszą Kasią Kochaną - porady sercowe, te sprawy.
Jesteś bardzo tolerancyjna. Nie wieŹrzymy, że coś lub ktoś nic działa ci na nerwy. Co cię wkurza. Kasiu?
Miałkość kontaktów międzyludzŹkich. Ludzie gadają ze sobą w takt sposób, że uważam to za kompletną i przegiętą stratę czasu. Co tam? Jak tam? Zajebiście? Tylko tyle. Ja jak już gadam, to potem chciałabym o tym pomyśleć. Chciałabym, żeby wszystko było na maksa i takie prawdziwe. Może jakaś głupia jestem? Dlatego siedzę głównie w domu.
To chyba normalne. Starzejemy się i siedzimy w chatach.
Tak? Moja mama ma 58 lat i cały czas onieśmiela mnie jej apetyt na życic. Lubi się bawić, chłonąć wrażenia całą sobą.
To chyba nic wdałaś się w mamę?
Chyba nie. Kiedyś poszliśmy do młodzieżowego technoklubu. My, czyli HEY, zaŹsiedliśmy na sofach, wzięliśmy drinki, a mama z dwiema przyjaciółkami na parkiet! Powiedziała mi tylko: "Kasia, popilnuj torebek, my z ciocią idziemy się pokręcić". Chłopcy z zespołu oszaleli. To jest dopiero młodość Ja raczej taka nie będę.
Nic dopuszczono cię terminowo do pierwszej komunii. Nic żal ci było zegarka z melodyjkami?
Rok później dostałam nieprzyjemŹnie wyglądający złoty zegarek wskazówkowy ze Wschodu. A za to, że mnie nie dopuścili, było poŹrządne lanie. Dodatkowo musiałam klęczeć.
Na grochu?
Na wykładzinie, ale tak długo, że i tak bolała To było straszne.
A co twój syn dostał na komunię?
Chciał komputer, ale uważam, że jest za wcześnie. Może korzystać z naszego komŹputera, pod kontrolą. Odpadła też komórka. UwaŹżam, że to przegięcie, że jego koledzy mają swoje telefony. Dostał chyba dwie maski Spidermana z walkie-talkie (śmiech) i mnóstwo drobiazgów stosownych do wieku.
Czego słucha Mikołaj?
Głupio mi to mówić, ale nowego HEYa na przemian z Dezerterem. Niestety rówŹnież polskiego hip-hopu. Miło mi, że wreszcie przekonał się do mojej twórczości. Ostatnia płyta jest ostrzejsza, a on jest 9-letnim punkowcem, więc pewnie dlatego.
Twoja mama powiedziała "Gazecie Wyborczej", że mówiłaś jej, że będziesz sławna...
Nie pamiętam, kiedy tak mówiłam. Pewnie dopiero wtedy, kiedy zaczęłam śpiewać w zespołach. Wcześniej na pewno nie...
Według mamy, jakbyś nie została piosenkarką, to na pewno aktorką. I byłabyś w teatrze jeszcze lepsza niż w śpiewaniu.
O, na pewno nie. Jestem niecierpliŹwa. A aktorzy głównie siedzą, czekają aż wszystko będzie przygotowane na ta żeby ułamek sekundy ich gry zarejestrować na taśmie. Nie zniosłabym tego bezruchu. Poza tym ja się wstydzę.
Ale chciałaś być aktorką.
Niby tak. To dlatego, że nic wyobrażałam sobie, co w ogóle innego mogłaŹbym robić w życiu. Koleżanka składała papiery do szkoły teatralnej w Warszawie, to i ja.
A pamiętasz, co zrobiłaś po wyjściu z egzaminu? Jak odreagowałaś tę traumę? Bo wszystko skończyło się raczej małym blamażem
Nic było chyba tak strasznie, bo nie pamiętam, co zrobiłam. Przerażające było to, że ojciec powiedział, że jak się nie dostanę na studia, o nic będzie przeczekiwania w domu na lepsze czasy. Czułam, że będę pracować w miejŹscu, którego nic będę lubiła. Że nie nadaję się do pracy od jakiejś godziny do jakiejś. Ze muszę mieć choć odrobinę wolności. Rzeczywiście trafiŹłam do takiego miejsca, że płakałam każdego dnia przed wyjściem do pracy.
Wpisywałaś dane do komputera
Typu Odra. Straszne!
A gdybyś nie została ani piosenkarŹką, ani aktorką?
To bym gotowała. Byłabym jak ta Nigella z telewizji. O, ją bym chciała zobaczyć w negliżu. Jest taka piękna i naturalna. Byłabym nią. Mówię wam, ja tak dobrze gotuję!
A w czym jesteś najlepsza?
We wszystkim, oprócz deserów. I wiecie, nigdy nie gotuję z przepisów. Głupio mi trochę się tak chwalić, ale jeśli chodzi o gotowaŹnie, to skromność byłaby bardzo nieszczera.
Kiedyś powiedziałaś, że sens życiu nadaje rodzina. Glosujesz na LPR?
To tak jak z upalnym latem. WieŹrze w rodzinę, ale nic taką na wieki, że do śmierci jest to ten sani zestaw ludzki. Wierze w rodzinę składającą się z matki i dziecka. Reszta to oboczŹności. Od wieków nikt nie przygotowuje nas do wolności w rodzinie Dzięki temu większość roŹdzin i domów jest nieszczęśliwa.
Nasze pytanie było ohydną prowoŹkacja. Bo Giertych wydaje się nam podobny do...
Do mnie?
Nie. Chodzi nam o pewien typ męskiej urody. Giertych. Szczęsny. Janas
No nie! W życiu! Ci są super - męscy. A Giertych ma w sobie coś takiego, nie wiem, jakby przez pomyłkę.
A jak ci się podoba na przykład Mariusz Pudzianowski?
No, ja wiem, że to być może jedyny facet, który byłby mnie w sianie przenieść praż próg i to jedną ręką, ale nie. Za duży jest i na pewno na jakiejś specjalnej diecie. Nie mogłabym się spełniać przy nim kulinarnie (śmiech).
Opowiadałoś kiedyś, że zakochałaś się w muzyce i nie tylko w muzyce podczas wyjazdu na zbieranie jabłek w NRD. Była to dla ciebie już poważna zagranica?
No pewnie. Wystarczyło oddalić się kilka zaledwie kilometrów od Szczecina, by mieć poczucie istnienia lepszego świata.
To był twój pierwszy zagraniczny wyjazd?
Nie. Tata był marynarzem. Jako 9-latka popłynęłam w rejs: od Hamburga, przez kanał La Manche i prosto do Ameryki.
Fiu, fiu... Na początku lat 80. takie wycieczki!
Ja przez to też cierpiałam. Nędza w kraju, a tata przywoził pomarańcze i napoje w kanonikach. Każdego dnia, aż do wyczerpania zapasu dostawałam jeden do tornistra. Strasznie się wstydziłam. Za mała żeby się dzielić. WracaŹłam do domu i dopiero wypijałam.
Chodzisz jeszcze czasami w parce?
Nie mam. Pozbyłam się swojego ja (śmiech). Ortopedycznych butów też już nic noŹszę. Potrzebuję teraz wywyższenia, więc chodzę w butach na obcasie (śmiech).
Na szpilkach?
Nie, to ponad moje siły. Na obcaŹsie - solidnej kolumnie.
A co cię denerwuje w dzisiejszej modzie damskiej?
To, że tak szybko przemija. DziewŹczyny uzależnione od trendów popadają pewnie w niezłe tarapaty finansowe. Modne są fiolety, to niech chociaż przez trzy sezony len fioletowy sweterek ma sens. Nie! Zaraz jakiś mądrala z teleŹwizji piwie, że fioletowy już jest niemodny. Ci tak zwani styliści! Co to jest za zawód? Idzie taki do sklepu, wypożycza pięć szmat, bierze za to ciężkie pieniądze, a ten kogo stylizuje, wygląda po prostu źle. Wkurza mnie to.
A nie denerwują cię dżinsy wpuszŹczane w kozaczki na szpilkach?
Och, nie lubię (krzywi się). Tak samo jak tych bluzek a la kimono, z jednym ramieniem spuszczonym. Jakbym była bardzo chuda, to ubierałabym się prosto, ascetycznie. Nic interesuje mnie ekstrawagancja w modzie.
Mama coś ci sugeruje?
Żebym nosiła sukienki. Aleja do tej pory jeszcze nie wyszłam ze spodni.
To kiedy przyjdzie czas na sukienki?
Za 15 kilo w dół.
Uuu
to chyba trochę za dużo.
Żadne za dużo. W sam raz, żeby w końcu można się było najeść, tak na maksa i bez wyrzutów sumienia (śmiech). Kocham jeść.
Jak schudniesz, to się poddasz dyktatowi stylistów?
Nie, nie. Ja chce sama dla siebie. Naprawdę. Mam tyle fajnych bluzeczek w szafie i nigdy ich nic włożyłam.
A suknię ślubną też masz już w szafie? Co ze ślubem?
Nie mamy czasu. Poza tym nie jest to pierwsze i najpilniejsze listy marzeń.
Jaką dietę stosujesz?
Żadnej. Kiedy jestem na diecie, robię się nieszczęśliwa. Ale wszystkiego w życiu trzeba spróbować. Fajnej figury też.
I co, chcesz wyglądać jak Kate Moss?
Nie, no bez przesady. Ale słyszaŹłam, że ona ma akurat ciekawą dietę. Je nosem.
Kupujesz może te wszystkie magiczŹne pasy i przyrządy z telewizji?
Nie. Za to rodzice w to wszystko wierzą. Po co, po co? Ciągle powtarzam, ale groch o ścianę. I rurki na brzuszki i plaster z prądem, do tego noże, krajalnice. Kiedyś oglądaliśmy raŹzem jakąś reklamę o kremie, co to wystarczy na noc się posmarować i rano ma się cztery cenŹtymetry w talii mniej. Mówię: no, tu już przesaŹdzili Tata, że ha ha, rzeczywiście. Przyjeżdżam po miesiącu i co stoi w łazience? Nie musiałam pytać czy działa. Widziałam, że nie.
Ale przyrządy do ćwiczeń, nawet najgłupsze, muszą jakoś pomagać. Ćwiczysz?
Zapisałam się. Jeżdżę na rowerku w takiej kabinie z podciśnieniem czy nadciśnieŹniem - nie wiem dokładnie. Podobno spala się czterokrotnie więcej (śmiech).
Jeździsz na nartach? Mówiłaś kiedyś z szyderczym uśmieszkiem, że są towarzystwa, w których powiedzieć, że się nie jeździ, to obciach.
No... Chociaż nie wiem czy można powiedzieć, że jeżdżę. Potrzebuję specyficznych warunków. Długi zjazd, w ogóle nie stromy, idealna konsystencja śniegu i zero ludzi wokół. Wkurzają mnie wytrawni narciarze, co się tak popisują tymi skrętami, że mają taki luz w kolanŹkach. On wie, że mi krzywdy nie zrobi, bo przeŹcież świetnie jeździ. Ale ja mam wątpliwości, co do tej jego pewności. Bo jak sama nie wiem, w którą stronę skręcę, to skąd on ma wiedzieć. Piekielnie boję się zderzenia.
Na czym lepiej szyjesz? Na gitarze czy na maszynie?
Nie szyję na gitarze, choć próboŹwałam. A do maszyny może jeszcze wrócę, kto wie. Tata zawsze powtarzał, że cokolwiek by się działo na świecie, ludzie zawsze będą chcieli jeść i ubrać się. I dlatego korzystną opcją na życie jest matura plus tytuł technika odzieżoŹwego. No więc mam tytuł technika. Ale maszyŹny nie mam.
Uszyłabyś coś, jakbyś musiała? Koszulę na przykład?
Żaden problem. Myślę, że potrafiŹłabym uszyć wszystko. Niektóre rzeczy mogłyby mi sprawić na początku trochę kłopotu. Spodnie albo marynarka z podszewką.
A poradziłabyś sobie w chórze?
Nie. To niesamowite, jak mi się głos obniżył. Miałam ultrawysoki, superostry. Został mi ponury alt. Naleciałość w postaci chrypki zupełnie mnie dyskwalifikuje.
To przez fajki?
Pewnie też. Życic po prostu. Z płyty na płytę śpiewam coraz niżej. Za 10 lat Maciej Zembaty.
Nadal piszesz książkę?
Nie. Może kiedyś nabiorę odwagi, żeby to pokazać światu
Powieść fabularna?
No... tym, którzy są bezkrytyczni wobec mnie, może by się spodobała. Aleja uważam, że nie jest to wielkie. A ja, jeśli już, to chciałabym być wielka. Nie chcę być autorŹką, którą pochwalono w kobiecym piśmie. Bez sensu.
Powiedziałaś, że nie umiesz pisać, kiedy jesteś szczęśliwa. Może jesteś za szczęśliwa.
Ale to dotyczyło pisania tekstów piosenek. Jeśli chodzi o prozę, to chciałabym pisać jak Hermann Hesse.
Kumplujesz się z Marcinem Świetlickim?
Kolegowaliśmy dwa lata. RozmaŹwialiśmy przez telefon regularnie. Jak byłam w Krakowie, to szliśmy na wódeczkę - on czystą, ja rozcieńczaną. Jak był w Warszawie, to pojawiał się u nas w domu. No, ale wszystko przemija.
Chciałabyś być kiedyś obrzydliwie bogata? I jak często grasz w totka?
Tylko jak są kumulacje. Pewnie, że chciałabym mieć kupę forsy. Milion mnie nic obchodzi, nawet trzy. Zaczynam grać dopiero od ośmiu w górę (śmiech).
Jakieś sukcesy?
Żadnych. Nawet dwójki nie umiem skreślić. Moja mama miewa czwórki, nawet piątŹki. A ja zera Gdyby można było pobrać nagrodę za niewcelowanie w żadną, byłabym obrzydliwie bogata. Wyobrażam sobie, że mam tę kasę, ale nie kupuję tych wszystkich szmat od projektantów, nie zmieniam klamek na złote. Daję kumploŹwi z zespołu samochód za milion dolarów na uroŹdziny. Normalnie z taką wielką kokardą na dachu, jak na romantycznych komediach, i mówię: "wszystkiego najlepszego"...
W 1993r. wypowiedziałaś takie oto słowa do dziennikarza gazety "Popcorn": "WyŹwiady i spotkania bardzo mnie peszą. Wątpię, żebym to kiedyś polubiła". Coś się zmieniło?
Nie jest już tak strasznie jak kieŹdyś. Ale ciągłe uważam, że to nie jest potrzebne.
Ale chyba nic było tragicznie?
Mnie się podobało.
Ponoć od razu widać na twojej twarzy czy lubisz dziennikarza, czy nie.
Ze mną jak z dzieckiem. Jak jest ciekawie i śmiesznie, to OK. A pytania: "a skąd tyŹtuł płyty?" albo "a jak to się stało, że założyliście zespól?", albo "zawsze chciałaś śpiewać?" doprowadzają mnie do szału. Myślę wtedy: Boże, Boże... mogłabym w tym czasie poczytać lub pogotować.
A pamiętasz najgłupsze pytanie?
Powiedziałam ładnej pani z teleŹwizji podczas wywiadu, że śpiewam wiersz StaŹchury, a ona zapytała: "I co on na to?".
(rechot) I co on na to?
Z tego co mi wiadomo jest bardzo zadowolony.
Materiał zgromadził(a): Szlachcic
|