Podejrzana sprawa [felieton] Źródło: Filipinka Autor: K. Nosowska Data: 2002-05-01
Nie wierzę w nic, co jest ostentacyjne, przesadzone, egzaltowane. Wierzę we wszystko, co jest zrównoważone, raczej szare niż tylko czarne lub tylko białe. Ja jestem trochę dobra, trochę zła. trochę fajna, trochę niefajna.
Moje Miłe. Piszę do Was złamana chorobą. Los postanowił zadbać o równowagę między szczęściem a nieszczęściem w moim życiu i umieścił szereg prątków anginy w powietrzu, którym miałam przyjemność się zaciągnąć. A że zaciągać to ja się potrafię - stałam się posiadaczką największego węzła chłonnego na świecie. Cieszę się, bo aktualnie nie posiadam narzeczonego, więc część uczuć natychmiast przelałam na węzeł. Boli mnie gardło i mięśnie, ale co mi tam - miłość rzadko bywa bezbolesna. Żarty na bok. Naprawdę czuję się podłe.
Chorowanie ma też pewne zalety. Wiem, kogo szczerze wzrusza moje nieciekawe położenie. Taki na przykład J. pokonał odcinek Ząbki--Ochota w iście imponujący sposób (szybko), ponieważ drogą telefoniczną poinformowałam go, że prawdopodobnie umieram. Kiedy dotarł szczęśliwie, zapytał, czego potrzebuję, a ja łamiącym się głosem kobiety żegnającej się z życiem odpowiedziałam: "Zjadłabym fasolówkę". Nie zamordował mnie, a fasolówkę ugotował taką, że nawet mój węzeł był pod wrażeniem. Boże, co to jest za facet!!! Nauczył mnie pić herbatę... Od prawie dwóch tygodni nie pijam herbat ekspresowych, tylko z namaszczeniem parzę w specjalnym imbryku a to czerwoną PU ERH, a to znowu zieloną "owoce morza"... Nawet na koncertach proszę o wrzątek, którym po odczekaniu czterech minut (to ważne!), zalewam ujęte w siateczkowe szczypczyki, aromatyczne fusy. Rozkosz!!!
Poza tym dużo rozmyślam, ostatnio na temat tego, że nie ufam nikomu, kto jest za bardzo, czyli przesadnie "jakiś". Przykłady. Koleś, który non-stop mówi o tym, jak bardzo nas kocha, jest bardzo podejrzany. Dla czego? Otóż, Moje Miłe, odwiecznym problemem kobiet jest wyciąganie na siłę tego typu wyznań, zatem normalny jest facet, który nie przesadza z wyznaniami. Jeśli wyznaje za często, to najpewniej: a) ma romans i formułką "kocham cię, kocham cię" chce uśpić naszą czujność; b) mówi "kocham cię, kocham cię, przecież ja ciebie kocham", bo nie stać go na żaden namacalny dowód na to, że rzeczywiście tak jest.
Inny przykład. Człowiek dobry nigdy (moim zdaniem) nie obnosi się ze swoją dobrocią, nadużywając słów. Nie odpowiada na zwykłe "Co słychać?" w taki oto sposób: "A, nic szczególnego. Wczoraj oddałem pół pensji na bezpańskie pieski, przeprowadziłem dwudziestu staruszków przez ulicę, wysłałem paczki z żywnością dla dzieciaków w Etiopii. A tak w ogóle to muszę już lecieć, bo przygarnąłem do swojego mieszkania szesnastu bezdomnych, którzy czekają na pierogi z kapustą".
Albo artystka, która słynie z tego, że nosi tylko i wyłącznie markowe ciuchy, a mieszkanie ozdabia designerskimi szpargałami, zaczyna ryczeć w telewizji z radości, że dostała zegar z napisem "Uśmiechnij się" oraz czarny T-shirt za duży o trzy numery i opatrzony napisem "Kochamy Cię i czekamy na nową płytę". A ocierając łzy, mówi: "Dziękuję kochani, zegar powieszę w salonie naprzeciwko kanapy, żeby zawsze go widzieć, a [szloch] tę wspaniałą koszulkę będę nosiła zawsze. Kocham was, o Boże, tak was kocham..." Nie wierzę...
Nie wierzę w bezinteresowność osób publicznych, które odwiedzają chore dzieci z kamerą pod pachą, zwołują konferencje, by poinformować o przekazaniu datków na szczytne cele, a na fotografiach lubią się pokazywać z kimś ułomnym. Nie wierzę w młodych "walczących", którzy w zeszłe wakacje pompowali żaby, podpalali kotom ogony, a teraz obrzucają McDonald'sy jajkami i ostentacyjnie krzywią się na widok kotleta. Nie wierzę w zespoły, które mówią, że nie grają dla popularności, a z wypiekami śledzą listy sprzedaży. Krótko mówiąc: nie wierzę w nic, co jest ostentacyjne, przesadzone, egzaltowane. Wierzę we wszystko, co jest zrównoważone, raczej szare niż tylko czarne lub tylko białe. Ja jestem trochę dobra, trochę zła, trochę fajna, trochę niefajna. Biadolę strasznie. To pewnie kwestia temperatury, wysokiej jak mniemam. A może brakuje mi czułości... Tęsknię też za sześcioletnim sensem mojego istnienia - Mikołajkiem, który jest od trzech dni utrzymywany w bezpiecznej odległości ode mnie, co jest spowodowane obecnością wirusa, którym wraz z każdym wydechem wzbogacam skład powietrza.
A teraz historyjka, która wydarzyła się kilka dni temu rano, przed wyjściem do przedszkola. Mikołajek zaproponował grę w kółko i krzyżyk. Ja byłam kółkiem, on - krzyżykiem. Narysowałam kółko i oddałam mu notesik. On narysował krzyżyk i już miał oddać notesik, kiedy postanowił coś jeszcze dorysować. Jakież było moje zdziwienie, gdy ujrzałam małego ludzika dorysowanego do krzyżyka. Spytałam, "Kto to?", a syn na to "Jezus". Nie traktujcie tego w kategoriach prowokacji. Stosunek Mikołajka do wiary jest niezwykle poważny, a całe zajście świadczy o wyobraźni, niczym więcej. Ślę pozdrowienia, nie całuję, bo zarażam...
Materiał zgromadził(a): Szlachcic
|