Pojednanie ze świnką [felieton] Źródło: Filipinka Autor: K. Nosowska Data: 2002-06-01
Cześć! Zastanawiam się, czy przeciętnie sprawny organizm ludzki jest w stanie przetrwać w skrajnie niecodziennych warunkach? Otóż jest. Mam na to niezbite dowody.
Czuję się wolna wtedy, kiedy mogę pobyć sama w dowolnym momencie. W domu pełnym obcych ludzi to niemożliwe. Nie jest tajemnicą, ile mam lat. Szczerze mówiąc, marzenia o wielkiej przygodzie odłożyłam już dawno na półkę, aż tu nagle... Dziesięć lat temu nagrałam cztery piosenki z zespołem Dezerter. Nie wiem, czy jesteście sobie w stanie wyobrazić, ile to dla mnie znaczyło. Dość powiedzieć, że na pytanie, czym jest szczęście, wtedy bez wahania odpowiedziałabym - zaśpiewać z Dezerterem. Po dziesięciu latach zatoczyłam swoiste koło. Definicja szczęścia uległa pewnej modyfikacji. Dziś brzmi - pojechać z D. na trasę koncertową za granicę. Plan byt nieludzki. Sześć koncertów w osiem dni, w czterech różnych krajach. Na początku nie mogłam zrozumieć, dlaczego chłopcy z troską w głosie co najmniej raz na 15 minut zadawali mi pytanie: "Jesteś pewna, że wiesz, co robisz? Tam nie będzie tak jak z HEY'em". No oczywiście, że inaczej. Na trasy HEY'a nigdy nikt nie kazał mi zabierać śpiwora...
Pierwszy koncert miał się odbyć w Utrechcie, w Holandii. Mity, nieduży klub. Wegetariański posiłek na przywitanie. Smaczne, nie powiem. Poryczałam się, jak zobaczyłam publiczność. Ze strachu, jak panna z podstawówki. Mówię do Jacka: "Jezu, na koncerty HEY'a przychodzą w większości nastolatki o gładkich obliczach, lekko odjazdowo ubrane, a tu?". Siedziałam w kąciku nerwowo powtarzając teksty, które znałam na pamięć, a które z niewyjaśnionych powodów ulatywały mi z głowy. W końcu przyszła pora na konfrontację. Wyszłam na scenę i najbardziej punkowym głosem wykrzyczałam dezerterowe przesłanie. Zostałam zaakceptowana.
Jeden niezwykle spektakularnie wyglądający punkowiec w dowód uznania podał mi butelkę z jakimś dziwnie wyglądającym alkoholem, a ja idiotka grzecznie odmówiłam, na co on, niezadowolony - opluł mnie. Masakra!!! Po koncercie powiedziałam chłopcom, że powinni mnie poinformować o podziemnych obyczajach. Na to ktoś obeznany poinstruował mnie, że w dobrym tonie byłoby wziąć tyka i niezwłocznie wypluć zawartość na częstującego... Do głowy by mi to nie przyszło!
Pora noclegu. Nareszcie dowiaduję się, dlaczego śpiwór byt niezbędny. Nocujemy w squocie. To (dla niewtajemniczonych) dom zajęty przez anarchistów wbrew prawu. Mieszka tam wiele osób, czasami z kilku różnych krajów. Jeśli dbają o przybytek, zdarza się, że miasto przekazuje go na ich rzecz. Wtedy mogą żyć spokojnie, nie drżąc, że w każdej chwili mogą otrzymać nakaz eksmisji. Wspólny prysznic, a ja nie wzięłam klapek! Pocieszają mnie, że deski na podłodze wyglądają na nowe, więc nie powinny być zagrzybione. W chwilę później, wciśnięta głęboko w śpiwór, myślałam o tym, że wolność i niezależność nie ma nic wspólnego z takim życiem. To znaczy nie dla wszystkich. Ja czuję się wolna, kiedy nie przynależę do nikogo i niczego, i kiedy mogę pobyć sama w dowolnym momencie. W domu pełnym obcych ludzi wydaje się to niemożliwe.
Po Holandii udaliśmy się na podbój Anglii. Nie lubię tego kraju. Nigdy nie marzyłam np. o wyjeździe do Londynu. Już na granicy mieliśmy pierwsze kłopoty. Nie wiem, czy wiecie, ale osoba kontrolująca paszporty ma możliwość podejmowania nie podlegających dyskusji decyzji. Jeśli pani lub pan ma zły humor, może nie wpuścić delikwenta do kraju i jedyne, co można w takiej sytuacji zrobić, to grzecznie się ukłonić, robiąc w tył zwrot. Nasza pani zadawała setki idiotycznych pytań, zupełnie jakby się uparta, żeby nas cofnąć. Anglicy są nacjonalistami. Chyba nie lubią nikogo poza sobą. W rezultacie, nie bez łaski, okularnica wbiła nam stempelki, pozwalające na wjazd.
W Anglii najistotniejszy byt koncert w Londynie. Cały dochód miał być przekazany na utworzenie fundacji Barry'ego Horna. Barry Horn, aktywny działacz Frontu Wyzwolenia Zwierząt, na znak protestu przeciwko maltretowaniu Braci Mniejszych, podpalił rzeźnię, za co został skazany na karę więzienia. W więzieniu, kontynuując protest, popełnił samobójstwo, zagłodziwszy się na śmierć. Koncert odbył się w słynnej Hali Astorii, w której grywali wszyscy najwięksi tego świata, a która tego dnia miała stać się centrum wielkiej idei. Przyszło ok. 3,5 tysiąca ludzi. Przez cały czas trwania koncertu, na gigantycznym telebimie usytuowanym z tyłu sceny, wyświetlano przerażające filmy, ukazujące brutalne sceny maltretowania i zabijania zwierząt.
Miałam dawno temu kilkuletni epizod z niejedzeniem mięsa. Potem przestałam w kawałku szynki widzieć świnkę. Po koncercie, głęboko zawstydzona, podjęłam decyzję o wyeliminowaniu mięsa z pożywienia. Cieszę się, że ten wyjazd zaowocował podobną decyzją. Oprócz tego stwierdziłam, że mam najtwardszy tyłek w polskiej wokalistyce popularnej. Myślę, że inne koleżanki z branży mogłyby wymięknąć na takiej trasie. Wspomnienia z wyjazdu będą się na pewno pojawiać w przyszłych felietonach. Teraz mam straszny kocioł w głowie. Wiosna przyszła, jak zwykle, niespodzianie. Nagle spostrzegłam małe listki na drzewach... Bardzo chcę się zakochać... Całuję.
Materiał zgromadził(a):
|