Precz z zasadami [felieton] Źródło: Filipinka Autor: K. Nosowska Data: 2000-05-01
Mam prawo nie stosować się do zasad, w których wymyślaniu nie brałam udziału, a których autorzy określeni są bezosobowym terminem "społeczeństwo". To oznacza, że nie ma do kogo mieć pretensji, bo przecież nie można dać w mordę całemu społeczeństwu.
Cześć, moje Drogie! Uświadomiłam sobie przed chwilą, że zatoczyłam koło i ponownie wkroczyłam w fazę buntu. Pamiętam doskonale, dziesięć lat temu odczuwałam ten sam rodzaj podenerwowania rzeczywistością. Podczas rodzinnych scysji wykrzykiwałam, że na ten świat to ja się nie pchałam i że wielkim nadużyciem ze strony moich rodziców było zaproszenie mnie do życia, o którym musieli, jako dorośli ludzie, wiedzieć, iż bywa w zasadzie beznadziejne.
Dzisiaj również miałabym ochotę powiedzieć: "O nie, ja się nie prosiłam", ale wiem, że w moim wieku mogłoby to zabrzmieć idiotycznie. Nie mniej jednak mam prawo nie godzić się na zastany porządek. Mam prawo nie stosować się do zasad, w których wymyślaniu nie brałam udziału, a którym autorzy określani są bezosobowym terminem "społeczeństwo". To oznacza, że nie ma do kogo mieć pretensji, bo przecież nie można dać w mordę całemu społeczeństwu za normy, które wymyślono...
Przyczyn mojego wzburzenia jest kilka. Wzięłam jakiś czas temu udział w koncercie poświęconym pamięci Anny Jantar. Poprosiła mnie o to jej córka, Natalia Kukulska. Wierzcie mi, że nawet przez moment nie zastanawiałam się nad odpowiedzią. Po pierwsze, rozumiałam Natalię na poziomie czysto ludzkim, a po drugie, sto lat temu na wakacjach w Lubniewicach zasłuchiwałam się piosenkami jej mamy. Kierując się stereotypami myślowymi dotyczącymi tego, co wypada czynić wokalistce rockowej, wiemy na pewno, że niedopuszczalne jest bratanie się z przedstawicielami gatunku POP. A tu proszę taki skandal, taka zdrada: Nosowska występuje na jednej scenie w takim gronie. Usłyszałam kilka komentarzy utrzymanych w podobnym tonie i chcę powiedzieć, że mierzi mnie każda forma nakłaniania mnie do respektowania tak chorych zasad. Nie mam zamiaru należeć ani do tych z undergroundu, ani do tych z popu. Poznałam fajnych ludzi z obu tych klimatów, raczej kilku niestety, a reszta to śliwki - robaczywki i nie ma to nic wspólnego z rodzajem wykonywanej muzyki. Człowiek jest człowiekiem.
Szepczą na mieście, że zespół Myslovitz to komercja w najgorszym sensie. W mordę! Nie mogę uwierzyć, że u progu XXI wieku nadal stosuje się tę, jakże podłą i jakże polską, metodę sprowadzania do parteru i podcinania skrzydeł tym, którzy ośmielili się wzlecieć choćby odrobinę wyżej. W takiej Islandii rząd postanowił podarować Björk wyspę, bo takie miała marzenie, a rząd pragnie spełnić marzenie artystki, która rozsławia kraj w świecie. No, u nas chyba nie byłoby to możliwe... Pasjami nie znoszę słowa komercja. Najpierw chwalą taki zespół, kupują jego płyty, a potem wyzywają od komercji... Wstyd!
Ale dosyć. Przeczytałam to, co do tej pory wymarzyłam i postanowiłam nie kontynuować. Przemawia przeze mnie wiosenny dół. Czy Panie również ciężko znoszą przyjście wiosny? Ja cierpię przeokrutnie! Oczywiście przytrafiają się miłe sytuacje, informacje... Na przykład wiadomość, że wspomniana wcześniej Björk przyjeżdża do Polski.
Czy to nie pięknie?
Wydaje kolejna płytę, która w warstwie artystycznej oparła się wymogom współczesnego rynku muzycznego. Nie dlatego, żebym siedziała i myślała: "Hm, jakby tu się oprzeć wymogom współczesnego rynku?", ale tak wyszło. No cóż, powiedzmy sobie szczerze, ze w dzisiejszych czasach nietrudno wypaść poza nawias tzw. Wymogów. Wystarczy po prostu napisać coś od siebie, o czymś, co dotyczy tzw. trudnych tematów. Zaraz zjawi się ktoś zjawi się ktoś i powie delikatnie (ponieważ ma obowiązek ostrożnego obchodzenia się z artystką): "Słuchaj... Bardzo fajnie, wiesz, mi się nawet podoba, ale... Sama rozumiesz, przecież nie puszczą nam tego w radiu".
No tak, nie puszczą, nie wydadzą... Nie, nie i nie! A może moje drogie Panie, warto częściej powiedzieć: "Tak, a właśnie, że tak". Dlaczego? Bo tak czuje, bo to jest dla mnie ważne, bo chciałabym sama coś takiego usłyszeć, o czymś takim przeczytać. Poza tym, jeśli będą nas za to bardzo denerwować, to się ukryjemy w Internecie i tam będziemy robić swoje.
A więc, Słodziutkie, żegnam Was, idę trochę pobiegać po lesie, bo czuję, jak wiosna we mnie wybucha. No to pa!
Materiał zgromadził(a): Szlachcic
|